One hundred percent of Proximus ...

wpis na poziomie 1

13 stycznia

Wpis poświąteczny

Mam troszkę czasu, więc wypadało by napisać kilka słów. Moje ostatnie wpisy dotyczyły przedświątecznego odliczania przed moim wyjazdem do ukochanej Zuzi. Wiem, że od Świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku minęło już sporo czasu ale wcześniej jakoś nie miałem głowy do wpisania czegokolwiek, więc teraz to nadrobię i opowiem trochę co się działo.

Cofnijmy się w czasie do 21 grudnia jeszcze 2009 roku. Dzień mojego wyjazdu. Miałem trochę stracha jak to będzie z pociągami, ponieważ warunki były strasznie, śnieg i duży mróz. Jak zwykle pobudka o 5.20, żeby zdążyć na pociąg o 6.33 z Nałęczowa. Tradycyjnie tata mnie odwiózł na stację a było jeszcze ciemno i sypał śnieg. Po zakupieniu biletu czekałem na peronie jakieś 20 minut – byłem jak zwykle bardzo podekscytowany.
Kiedy wsiadłem do wagonu i zająłem miejsce w przedziale poczułem ulgę, że jednak jest pociąg i dojadę na Śląsk bez problemów. Podróż minęła spokojnie i w miarę szybko – słuchałem muzyki, myślałem o mojej dziewczynie i nadchodzących świętach. W Katowicach byłem ok. godziny 11.43, pociąg dojechał bez opóźnień. Musiałem chwilkę zaczekać na Zuzię i jej rodzinkę bo mieli po mnie przyjechać tylko załatwiali jeszcze jakąś sprawę. Więc wyszedłem sobie z tyłu dworca w Katowicach – było ciepło o wiele cieplej niż w Nałęczowie i świeciło słońce, widać było, że zaczęła się odwilż. Po kilkunastu minutach podjechali i przywitałem się z moim skarbem jej mamą i tatą. Zajechaliśmy jeszcze na chwilę do Silesia City Center po jedną rzecz a następnie pojechaliśmy do domu na obiadek. Zjadłem zupkę i pyszne naleśniki a potem wraz z Zuzią odpoczywaliśmy sobie – musiałem trochę ochłonąć po podróży, potem wspólnie z nią i jej bratem Łukaszem ubieraliśmy choinkę. Muszę przyznać, że wyszło nam całkiem nieźle i byliśmy z siebie zadowoleni. Potem do samego wieczora oglądaliśmy telewizję, rozmawialiśmy, cieszyliśmy się sobą. W tym dniu już nic się nie działo. Kolejny dzionek wtorek 22 grudnia 09. Pojechaliśmy z Zuzią do jej szkoły bo była wigilia klasowa, było bardzo mało osób, więc nie musiałem czekać na nią na korytarzu, tylko bez problemu mogłem wejść razem z nią. Nie trwało to długo a potem udaliśmy się do Bytomia na małe zakupki przedświąteczne. Musieliśmy załatwić kilka spraw. Kupiłem ukochanej torbę i kolczyki jako prezent na święta. Chodziliśmy jeszcze po rynku za innymi prezentami itd. Załatwiwszy wszystko wróciliśmy do domu, po obiedzie i odpoczynku trzeba było się wziąć trochę za przedświąteczną robotę i tego opisywał za bardzo nie będę bo wiadomo: przygotowywanie potraw, sprzątanie itp. Tak nam minął dzień drugi. W środę 23 grudnia to kontynuacja prac. Przyrządzanie i sprzątanie. Ze swojej strony starałem się pomóc w każdej z prac, czy to przy przyrządzaniu świątecznych potraw czy sprzątaniu a trochę tego było: kutia, makówki, karp, śledzie, ciasto na święta i inne o których w tej chwili nie pamiętam. Myślę, że takie coś w jakimś stopniu zjednoczyło mnie z rodziną Zuzi. Czwartek 24 grudnia – moje imieniny. Zuzia wstała jak zwykle przed godziną 10 a ja udawałem, że jeszcze śpię, żeby buziakiem mnie budziła i rzeczywiście tak się stało. Zjedliśmy lekkie śniadanie i wypiliśmy kawkę i trzeba było się brać do roboty, czyli dalsza część przygotowań. Zuzanka i ja przygotowywaliśmy stół – wyprasowała obrusy i nakryliśmy poukładaliśmy wszystko tak jak powinno być sztućce, talerze, stroiki itd. Wigilia miała się zacząć po 17. Każdy na swój sposób się przygotowywał, ubierał, malował, czesał itd. Jakoś chwilę przed godziną 17 przyjechali goście, którzy mieli spędzić wigilię razem z nami czyli dziadek Zuzi i kuzyn wraz z dziewczyną. Do stołu zasiedliśmy ok. godziny 17.30, poprzedziła to modlitwa, łamanie opłatkiem i składanie sobie świątecznych życzeń. Atmosfera była nastrojowa i podniosła czułem się bardzo dobrze – powiem więcej – jak w rodzinie. Jedliśmy barszcz z uszkami, kapustę z grochem, karpia, kutię i makówki oraz sałatki. Po jakimś czasie przyszła pora na prezenty. Zuzia dostała ode mnie kolczyki i torebkę, o której już wcześniej pisałem, kosmetyki i laptopa – od rodziców. Ja dostałem czerwoną piękną koszulę bardzo elegancką wraz z krawatem, a od Zuzi piękny zestaw kosmetyków. Czułem satysfakcję ponieważ dla Zuzi, jej brata i rodziców w prezencie też miałem swój wkład. Te niespodzianki dla mamy taty i brata przygotowaliśmy wraz z nią. Przygotowałem też prezenty dla swoich rodziców i mojego brata, również ani na chwilę o nich nie zapomniałem. Po wigilii trzeba było się trochę zrelaksować, każdy był już najedzony, więc obejrzeliśmy sobie film Forest Gump a po filmie wraz z ukochaną poszliśmy do drugiego pokoju pooglądać telewizję było około godziny 23. Nawet nie wiem kiedy zachciało nam się spać i oczy nam się zamknęły. 25 piątek Boże Narodzenie, po przebudzeniu ogarnęliśmy się trochę. Wszyscy już byli na nogach. Zaczęliśmy przygotowywać śniadanie – zjedliśmy bardziej uroczyście niż zwykle. Było to ok. godziny 11 bo po tych przygotowaniach i wigilii, trzeba było trochę odpocząć. Oglądaliśmy film Załoga G. Po filmie wraz Zuzią postanowiliśmy odwiedzić jej babcię, więc doszliśmy do wniosku, że lepiej będzie zjeść obiad po powrocie. Wyszykowaliśmy się i ok. godziny 14.30 pojechaliśmy na kawę i ciastko. Wróciliśmy ok. godziny 17. Zjedliśmy obiadek i włączyliśmy jej laptopa, graliśmy w grę Sims 3 i tak nas wciągnęło, że nawet nie wiem, gdzie uciekły nam 4 godziny z życiorysu. Skończyliśmy ok. 21 i oglądając podjadaliśmy sobie od czasu do czasu a później zasnęliśmy. Sobota 26 grudnia, drugi dzień świąt przeminęła nam również szybko. Przyjechał Zuzi kuzyn z dziewczyną, więc się pogościliśmy, zarezerwowaliśmy bilety na film w Punkt44 w Katowicach na film Avatar w 3D na niedziele za tydzień. Ja nie mogąc się oprzeć pograłem sobie z bratem Zuzi, oglądaliśmy Harrego Pottera i odpoczywaliśmy. Wieczorem już nie było mi tak wesoło, bo następnego dnia w niedziele mama mojej kobiety musiała wracać znów do Anglii. Bardzo ją polubiłem i szczerze nie chciałem, żeby leciała. Wieczorem goście poszli, posprzątaliśmy by wszystko wróciło do normy no i niestety Zuzi mama musiała się pakować, posiedzieliśmy wszyscy razem, pogadaliśmy ja pomogłem jej skonfigurować telefon. Ok. północy poszliśmy spać. Niedziela 27 grudnia – święta, święta i po świętach, wstaliśmy wcześniej niż zwykle, z racji wylotu mamy. Był on o godzinie 12.15 z Pyrzowic. Więc po godzinie 10 już wyjechaliśmy na lotnisko. Było mi trochę smutno z tego powodu… ale niestety cóż zrobić takie życie. Mama przeszła oddała bagaż, przeszła odprawę, więc wróciliśmy do domu. Ogarnęliśmy mieszkanie, odpoczęliśmy, zjedliśmy obiad i ok. godziny 14 pojechaliśmy do Zuzi chrzestniaka małego Kubusia dać mu prezent, pogościliśmy się chwilę, wypiliśmy kawę i poszliśmy do Zuzi cioci, u której napiliśmy się piwka, posiedzieliśmy po czym wieczorem wróciliśmy do domu. Była to końcówka niedzieli i koniec świątecznego okresu. Święta dla mnie były cudowne, magiczne i na zawsze Boże narodzenie 2009 zostanie w moim sercu. Przede mną i Zuzią jeszcze tydzień, sylwester i Nowy Rok ale następny tydzień opiszę w następnej notatce.

Dodano w kategorii Wspomnienia o 19:11:29, Pokaż wszystkie.

Komentarze »

Dodaj komentarz





  • Design by ChaitGear, ported by Soil. RSS. Powered by JoggerPL.